Reportaż, jak reportaż, ale ten plener! Zapadnie mi w pamięć. Ten niekończący się śmiech! A wszystko przez dwie małe, gangsterskie kaczki. Hehe. Dobrze, że były momenty, kiedy się nie śmialiśmy – dzięki temu udało się kilka romantiś momentów uchwycić. No i ucieczka pana (albo pani, bo pod spódniczkę nikt nie zaglądał) Balona. Było mu się uciekło, oczywiście w momencie kiedy się śmialiśmy. Koniec tego wspominania, bo się rozczulę i będzie klops. Oglądajcie, oceniajcie. Buziaki dla Was – drodzy bohaterowie poniższych zdjęć:



























































Gorrrrrrące wesele, w gorrrrących rytmach i parą pełną temperamentu. Co ja się tu będę rozpisywać – kilka zdjęć na zachętę, a niebawem ciąg dalszy, co by się zadość tradycji stało







